„W życiu prywatnym szanuję i podziwiam ludzi, którzy potrafią bezinteresownie pomagać innym….To jest dla mnie budujące” – Maciej Lepiato.

Witaj,
dzisiaj zapraszam Cię do lektury wywiadu, którego udzielił mi znany polski sportowiec, mistrz świata i mistrz olimpijski w skoku wzwyż. Kiedy będziesz czytać ten wywiad, zwróć proszę uwagę na „skromne, niepozorne początki” podróży do wielkich sukcesów; na dystans, jaki Maciek pokonał od swojego pierwszego w życiu skoku do mistrzowskich tytułów; na to, co mówi o roli umysłu w „grze o największą stawkę”, czyli o szczęśliwe życie oraz na ogromną rolę pasji, która…

Oto sylwetka mistrza – Maciej Lepiato – polski lekkoatleta ur. 18 sierpnia 1988 w Poznaniu. Pochodzi ze Zwierzyna (powiat strzelecko-drezdenecki). Studiował na ZWKF w Gorzowie. Jest zawodnikiem GZSN Start Gorzów i specjalizuje się w skoku wzwyż. Dwukrotny mistrz paraolimpijski i trzykrotny mistrz świata osób niepełnosprawnych. Startuje również w skoku w dal – w tej konkurencji zdobył brązowy medal mistrzostw świata osób niepełnosprawnych w 2013 r.

Swój pierwszy międzynarodowy sukces w gronie niepełnosprawnych sportowców odniósł na mistrzostwach świata w Christchurch (2011), gdzie stanął na najwyższym stopniu podium. Podczas Igrzysk Paraolimpijskich w Londynie (2012) zdobył złoty medal i poprawił rekord świata na 2,12 m. Podobnie podczas Igrzysk Paraolimpijskich w Rio (2016) zdobył złoty medal i poprawił rekord świata uzyskując wynik 2,19 m.

Dwukrotny brązowy medalista halowych mistrzostw Polski seniorów (2013, 2014). Pierwszy niepełnosprawny lekkoatleta w historii PZLA, który zdobył medal mistrzostw Polski w konkurencji z pełnosprawnymi zawodnikami. Jest Ambasadorem Europejskiego Tygodnia Sportu (2016). Jego klubowym trenerem jest Zbigniew Lewkowicz. W 2016. Maciej został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

MP (Marcin Płuciennik) Maciek, pochodzisz z niewielkiej miejscowości, gdzie nie było rozwiniętej sekcji lekkiej atletyki. Proszę opowiedz o swoich początkach w skoku wzwyż. Jak to się wszystko zaczęło?

Zgadza się. W tamtym czasie w szkole Zwierzynie oprócz sekcji kolarskiej nie prowadzono zajęć lekkiej atletyki. Mój pierwszy kontakt ze skokami miał miejsce w ostatniej klasie gimnazjum, kiedy to podczas lekcji WF, która odbywała się jeszcze na starej sali gimnastycznej, nauczyciel przeprowadził zajęcia ze skoku wzwyż techniką nożycową. Pamiętam, iż rolę poprzeczki pełniła guma zaczepiona z jednej strony do drabinek, a z drugiej do stojącej tyczki. Już podczas tych pierwszych skoków poczułem wielką przyjemność z pokonywania kolejnych wysokości. Byłem bardzo wysportowany na tle swoich rówieśników. Wtedy osiągnąłem wysokość 170 cm, co wzbudziło podziw wśród kolegów i nauczyciela WF. Ponieważ lekcja dobiegła końca, nie mogłem skakać dalej. Nie wiedziałem czy był to dobry wynik na tle województwa czy kraju oraz czy warto, abym mocniej zaangażował się w sok wzwyż. Ponieważ moje „zauroczenie” tą dyscypliną narastało, postanowiłem napisać maila do wszystkich klubów lekkoatletycznych w województwie lubuskim z zapytaniem czy mógłbym podjąć tam treningi. Byłem nawet gotów zamieszkać w innym mieście na okres szkoły średniej, ale niestety nie doczekałem się odpowiedzi z żadnego z klubów, do których skierowałem swoje zapytanie.

Co stało się później?

Rozpocząłem naukę w szkole średniej w Strzelcach Krajeńskich. Po dwóch latach dowiedziałem się, że w tym mieście działa sekcja lekkiej atletyki klubu Lubusz Słubice. Choć mój dotychczasowy wynik nie zrobił początkowo na trenerze wielkiego wrażenia to już na pierwszych zajęciach to się zmieniło. Od razu zostałem włączony do normalnego rytmu treningowego. Moja fascynacja tą dyscypliną szybko przerodziła się w miłość do niej i tak moje pierwotne plany studiowania stomatologii zmieniły się i wybrałem AWF w Gorzowie Wlkp. Można powiedzieć, że gdyby nie te jedne zajęcia WF w gimnazjum, kiedy to oddałem swoje pierwsze skoki, być może nigdy nie skakałbym wzwyż. Ta jedna lekcja ukierunkowała moje życie. Tak wielkie znaczenie ma często w życiu przypadek, który dla mnie stał się życiową inspiracją i drogą. Teraz skok wzwyż to maja praca i wciąż wielka pasja. Mogę stwierdzić, iż jestem szczęściarzem, ponieważ mimo określonych restrykcji, jakie narzuca uprawianie wyczynowego sportu w postaci reżimu treningowego, jego wysokich obciążeń, szczególnie w okresie przygotowawczym do wielkich światowych imprez, naprawdę jestem szczęśliwy z powodu tego, że mogę realizować się w sporcie.

 

„To mnie hartowało, budowało ducha walki, a moja pasja dodawała mi sił, by to robić.”

Proszę, opisz swój problem zdrowotny, swoją niepełnosprawność oraz to jak sobie z nią radzisz w codziennym życiu i sporcie?

Moja niepełnosprawność to wrodzona wada końsko-szpotawa lewa stopa, która objawia się nieruchomością stawu skokowego, krótszą o 5 cm stopą oraz dużym ubytkiem masy mięśniowej poniżej kolana. Jeżeli chodzi o codzienne funkcjonowanie to muszę powiedzieć, iż nauczyłem się żyć z bólem, którego natężenie się zmienia. Wypracowałem sobie także najbardziej ergonomiczny sposób chodu, aby moja wada nie powodowała dodatkowych problemów zdrowotnych.
Na świecie jest wielu ludzi, którzy mają poważniejsze problemy zdrowotne niż ja, dlatego staram się żyć jak zwyczajny człowiek i koncentrować na tym, co istotne, co w życiu dobre. Nigdy mi w życiu nic nie przyszło łatwo, toteż zawsze umiałem doceniać wszystko dobre, co los mi dał oraz to, co wywalczyłem swoją ciężką pracą.
Potrafię się zatroszczyć o swoją rodzinę, która jest moim szczęściem, natomiast sport jest wdzięczną dziedziną, wokół której jest wielu życzliwych ludzi. Oni również udzielają mi wsparcia, które mobilizuje do jeszcze cięższej pracy.

W jakim momencie swojej sportowej przygody uwierzyłeś, że skakanie to Twoja droga na kolejne lata, Twój sposób na życie?

Tak naprawdę na samym początku nie myślałem o skakaniu w kategoriach sposobu na życie. Dla mnie to była zawsze wielka fascynacja, uwielbiałem skakać od pierwszych prób i na tym się skupiałem. Dopiero później przerodziło się to w styl życia i stało się moim głównym zajęciem, moją pracą. Wiem, że zawsze daję z siebie 100%, sprawia mi to radość i dzięki temu czuję się szczęśliwym człowiekiem, mam udane życie.

Jakie trudności musiałeś pokonać, aby przebić się do czołówki światowych skoczków wzwyż osób niepełnosprawnych? Co było największym wyzwaniem?

W pierwszych latach trenowania największym wyzwaniem były sprawy logistyczne. Przez dwa lata szkoły średniej, każdego dnia już o 7 rano jechałem autobusem do szkoły, gdzie po lekcjach czekałem 4 godziny na trening, a po nim około godz. 20-21 w najróżniejszych warunkach pogodowych wracałem do domu na tzw. „stopa” lub musiałem wracać 5 km do domu na pieszo. To mnie hartowało, budowało ducha walki, a moja pasja dodawała mi sił, by to robić.

Dlaczego pasja w sporcie jest ważna?

Moim zdaniem w sporcie najważniejsze nie są warunki fizyczne, talent, warunki trenowania, ale najistotniejszym czynnikiem jest umysł sportowca i serce – duch. Umysł to filar, który trzyma w ryzach hierarchię wartości, rozpoznaje priorytety i pomaga realizować założone plany i cele. Serce natomiast to źródło pasji, która napędza do każdego działania, także poza sportem, ponieważ to się przenosi również na życie osobiste.

Jak sobie radzisz w chwilach zwątpienia w sens swojej ciężkiej pracy, kiedy ciężar rutynowych codziennych zadań jest bardzo duży, szczególnie, kiedy przydarza się kontuzja, zmęczenie psychiczne, pojawiają się te „demony zniechęcenia”? Co robisz, jako mistrz, by skutecznie pokonać te przeciwności?

Była taka sytuacja w przeszłości, kiedy przydarzyła mi się kontuzja, nie mogłem przez pewien okres trenować i startować i można powiedzieć od razu z mojego otoczenia zniknęła część osób, które deklarowały dotąd wsparcie. Tak bywa, życie. Ja skupiam się zawsze na tym, co pozytywne, to powoduje zupełnie inne nastawienie umysłu i pozwala łatwiej pokonać trudności.
Obecnie w zasadzie nie mam takich momentów. Utrzymuję dobrą kondycję mentalną i żadne zwątpienia mnie nie dopadają.

Dla mnie jednak niesamowite jest również samo doskonalenie siebie, droga do sukcesu, praca każdego dnia, pokonywanie słabości i stawanie się coraz lepszym sportowcem, a także człowiekiem.”

Każdy człowiek potrzebuje wewnętrznej siły do podejmowania kolejnych wyzwań, które przed nim stają. Czegoś, co nas napędza, daje siłę do podjęcia treningu, rozwiązywania problemów w życiu prywatnym. Co i kto jest dla Ciebie źródłem tej siły wewnętrznej, która Cię doprowadziła do dotychczasowych sukcesów?

Spośród znanych sportowców mogę wymienić Artura Partykę, który zapisał się w historii polskich skoków, ale moim największym, najcenniejszym źródłem motywacji jest moja pasja do tej dyscypliny. Ona daje mi siłę do każdego treningu, startu. Mogę nawet powiedzieć, że każdy sukces, medal i tytuł jeszcze mocniej tą pasję rozgrzewają i to pozwala patrzeć mi cały czas do przodu, iść po nowe wyzwania. Poza tym jest jeszcze to wspaniałe uczucie bycie w czymś najlepszym na świecie. Ono mnie mobilizuje do tego, by dawać z siebie jeszcze więcej. To takie wspaniałe koło zależności, o które trzeba bardzo dbać.

Co jest dla Ciebie największą nagrodą, rekompensatą za profesjonalizm i wysiłek włożony w sport?

Kiedy podczas ceremonii wręczenia medali na mistrzostwach świata czy olimpiadzie nachylasz się, by założono Ci medal na szyję, to jest to wyjątkowo przyjemny moment życia, nagroda za cały trud pracy. W takich chwilach uświadamiam sobie również, iż w danej dziedzinie jestem najlepszy na świecie i to smakuje wyjątkowo, to są niepowtarzalne emocje.

Dla mnie jednak niesamowite jest również samo doskonalenie siebie, droga do sukcesu, praca każdego dnia, pokonywanie słabości i stawanie się coraz lepszym sportowcem, a także człowiekiem.

Jaką rolę w osiąganiu tak wielkich sukcesów sportowych odgrywa Twoja najbliższa rodzina?

Rodzina jest w moim życiu na pierwszym miejscu, jest najważniejsza. Znajduję w nich wsparcie, w żonie oraz synie, który choć ma dopiero 11 miesięcy, to również jest źródłem mojej motywacji, która płynie z jego obecności w naszym życiu. Jeśli tylko istnieje taka możliwość, zabieram żonę i syna na obozy przygotowawcze, aby zminimalizować czas rozłąki. Bycie razem daje mi również więcej siły podczas przygotowań.

Czy jest coś, czego, których się obawiasz oraz jak pokonujesz swoje lęki?

Udowodnione jest naukowo, iż pozytywne nastawienie poprawia jakość życia, natomiast pesymistyczne przyciąga niechciane wydarzenia. Mogę powiedzieć, że takie nastawienie „przegania” niemal wszystkie leki. Dla sportowca, człowieka
w ogóle, najczęściej najważniejsze jest zdrowie, brak kontuzji. Także dla mnie. Patrząc na życie prywatne najistotniejsze jest, aby moja rodzina miała zagwarantowane spokojne życie. Myślę jednak o tych aspektach pozytywnie, robię wszystko, aby tak było i to przynosi mi spokój umysłu.

Jakie Twoim zdaniem są najważniejsze cechy osobowościowe, które pomagają osiągać sukcesy? Które z nich Twoim zdaniem należy koniecznie doskonalić?

Bez wątpienia na pierwszym miejscu postawiłbym konsekwencję w działaniu, która musi iść w ślad za podjętą decyzją o robieniu czegoś. Ten upór i wytrwałość mają siłę większą niż, o czym mówiłem wcześniej, talent czy warunki fizyczne sportowca. Dorzuciłbym jeszcze cierpliwość, która jest potrzebna, kiedy po włożonej pracy czekasz na wyniki, które mają Cię zadowolić. A czasami są niestety poniżej oczekiwań. Wtedy koniecznie trzeba dalej pracować, każdego dnia robić swoje 100% bez względu na wszystko, a rezultaty przyjdą.

 


 

Kogo z aren sportowych oraz pozasportowych podziwiasz i za co?

Jeśli chodzi o moich ulubionych sportowców to chciałbym wymienić włoskiego skoczka Gianmarco Tamberi, należącego do światowej czołówki naszej dyscypliny. Lubię przyglądać się jego radości ze skakania, cieszynkom, które wykonuje po skokach. To dobry przykład ekspresji i świetny sposób na kontakt z publicznością. Można się od niego uczyć.

W życiu prywatnym natomiast szanuję i podziwiam ludzi, którzy potrafią bezinteresownie pomagać innym. To wspaniała postawa człowieczeństwa. Świetnym tego przykładem jest jeden z gorzowskich trenerów, pod okiem, którego miałem możliwość krótko trenować. Ten właśnie człowiek pokazuje swoją codzienną postawą, że małymi gestami jesteśmy w stanie poprawić życie innych ludzi, tych w trudniejszej od nas sytuacji. To jest dla mnie budujące.

Udowodnione jest naukowo, że sportowcy wyobrażający sobie swoje znakomite rezultaty, mają lepsze wyniki niż sportowcy, którzy tego nie robią. Jak to wygląda u Ciebie? Czy stosujesz jakieś własne mentalne sprawdzone sposoby na zwiększenie szansy na końcowy sukces w zawodach?

Psychologia sportu to jedna z najprężniej rozwijających się dziedzin, bez której tak naprawdę nie ma już wielkich wyników. Kiedy przygotowujemy się do poważnego startu np. igrzyska olimpijskie, pracujemy z psychologiem sportu i to znacznie podnosi naszą pewność siebie, a stosowanie wizualizacyjnych technik dopieszcza w wyobraźni wszelkie detale ruchów i zachowań, które wykorzystujemy na zawodach. Wizualizacja własnego sukcesu, wykorzystanie do tego wyobraźni jest zatem bardzo skuteczną metodą poprawiania własnej „skuteczności życiowej.”

Dziękuję bardzo za ten szczery oraz inspirujący wywiad. Z pewnością dla wielu osób będzie to budujący przykład tego, jak z jednej życiowej sytuacji może narodzić się pasja, która swoją potężną siłą potrafi rozbudzić w człowieku najskrytsze pokłady talentów i zdolności, które prowadzą do licznych życiowych sukcesów.
Życzę powodzenia.

Drogi Czytelniku,
proszę, udostępnij ten artykuł znajomym, aby również im było łatwiej osiągnąć Życiowe Mistrzostwo!